Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 17 stycznia 2016

Niespodzianka :)

Żyję, jestem.
Melduję zainteresowanym, chociaż wiem, że ich grono się kurczy ;)
Ale czego tu oczekiwać skoro odzywam się z częstotliwością żadną :)

Bloga chyba traktowałam jako rodzaj psychoterapii, może nie jest mi już ona aż tak potrzebna.
A może blog przypomina mi o tych cięższych chwilach.
A propo cięższych chwil, od całego zamieszania mija 5 lat.
Co to oznacza? Czy można już wyluzować?
A nie ma co rozpoczynać tych psychologicznych rozmyślań.

Jest jeszcze niespodzianka. Pod moim serduchem rośnie kolejny szkrab :))))))
Jesteśmy już za sporo za półmetkiem i powoli przygotowujemy się do narodzin :))))

Takie wielkie szczęście, że aż trudno w to uwierzyć :)
Badania okej, kontrole i cała reszta, więc jestem w miarę spokojna.
Po porodzie usuwam co się da :p

A dziś patrzę na swoją pociechę ze łzami w oczach i czuje jak drugie już tam kopie i nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć :)


czwartek, 13 sierpnia 2015

Wpadam na chwilkę

I co miałam być częściej ale coś nie wychodzi.
Trochę nie mam czasu, trochę nie pamiętam, a może trochę nie chce pamiętać i zwyczajnie uciekam od tego srakowego świata, bo on mi przypomina o strachu, który już będzie mi towarzyszył do końca życia.
Mało się przez ten czas wydarzyło ale za to ważnych spraw.
Nie ma Magdy...o czym dowiedziałam się miesiąc po fakcie. CHCIAŁAM WALIĆ ŁBEM W ŚCIANĘ. Z wściekłości, żalu, wyrzutów sumienia, że ostatni kontakt miałam na miesiąc przed.

Żyję sobie spokojnie, jestem po kolejnych badaniach kontrolnych i PET, wszystko okej i niech tak zostanie.
Latam za tym swoim synalkiem, walczę każdego dnia żeby go wychować na fajnego chłopaka i myślę jak by wyglądało moje życie bez niego i jak dobrze że on jest :)

Szykujemy się do naszych drugich wspólnych wakacji, dziś już wiem że z tym małym ciekawskim człowiekiem będziemy szli na plaże z godzinę, ale co tam byleby razem i do przodu :)

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Nie czuję się przykładem

Od jednej dostałam zjebkę, od innej ostrą reprymendę :) że nie piszę, że niby są ludzie którzy chcą czytać, których w ten sposób wspieram.
Nie czuję się jakimś motywatorem do walki, dobrym przykładem psychicznego radzenia sobie z chorobą. Mam się raczej za rozpieszczonego bachora, który nie umie niczego docenić, chce tylko więcej i więcej. Takiego dziada co nie potrafi się cieszyć.
Jak trwoga to do boga i właśnie będę potrzebowała waszej rady, opinii, pomocy bom durna.

A więc moje dzieciątko ma się cudnie, rośnie, śmieje się, jest niepłaczące a za to ciągle się śmiejące :) Mogę je śmiało uznać za cud, którego mogło nie być. Cud, który powinnam docenić a nie umiem.

Jak wiadomo mam mutację BRCA1, rak piersi i mastektomia 4 lata temu. I tu przychodzi moja zagwozdka, moje pytanie.
Robić drugie dzieciątko, które zawsze chciałam mieć czy nie kusić losu i szybko usuwać jajniki z przydatkami bo mutacja genu?
Żyć dla jednego czy ryzykować dla drugiego?
Starać się szybko zajść w ciąże?
Czy ja chcę taką małą różnicę wieku? Zawsze chciałam około 5 lat ale tyle czekać nie mogę bo muszę profilaktycznie tę operację wykonać.
Jak ewentualnie w przyszłości wyzbyć sie poczucia straty jak tego drugiego nie będzie?

Jak do jasnej cholery zacząć się cieszyć tym co jest?
Zacząć doceniać?
Przestać szukać dziury w całym?
Docenić życie? Jak?
Jak nie być takim egoistą?

Co robić ryzykować czy odpuścić? Pomóżcie.

p.s jeżeli faktycznie komukolwiek sprawiam jakąkolwiek radość tym blogiem to obiecuję pisać częściej, między pieluchami i spacerami :)))

czwartek, 17 lipca 2014

On jest taki malutki :)

 Już jest z nami, usypia właśnie słodko chrumkając. Ja oczywiście ryczę co chwilę bo nie mogę w to wszystko uwierzyć.
Z każdym dniem kocham go coraz bardziej, czy da się jeszcze mocniej :)
To dopiero kilka tygodni a przed nami całe życie.
Jeżeli to wszystko co wydarzyło się w moim życiu miało doprowadzić nas do tego momentu to było warto.



niedziela, 11 maja 2014

Stacjonarna ;)

Stoi na stacji lokomotywa
ciężka, ogromna i pot z niej spływa...

Hehe to o mnie tylko ja dodatkowo leżę :)
U mnie odpukać wszystko okej, odliczam powoli dni do tej wielkiej chwili, choć mój spokój zakłóca jeszcze jedna wizyta kontrolna po drodze.

Czuję się dobrze i szczęśliwa sapiąc, kiedy próbuję zawiązać sobie sznurowadło.
Łezka mi się w oku kręci gdy dostaję kolejnego kopniaka i taka dumna jestem, że to moje dziecię takie silne :)
Czas się zacznie wyjątkowy i oby trwał, oby go nikt ani nic nie zakłóciło.
Prawie mnie tu nie ma, a będę pewnie jeszcze rzadziej.
Ale podczytuję was moje kobitki i ściskam i pozdrawiam mocno.
Ech to by było coś kiedyś się tak spotkać wszystkie razem, stadnie :)

wtorek, 1 kwietnia 2014

A ja rosnę i rosnę :)))

O tak, w szerz, do przodu, na boki, w obwodzie i wszędzie gdzie się da.
I niestety nie da się tu zwalić wszystkiego na ciąże, hormony, zachcianki. Rosnę bo ŻREM!
Niestety, rozbestwiłam się piekielnie, więc już powoli zaczynam snuć plany dietetyczne na po.
Daję sobie rok na powrót do formy, która była całkiem niezła i wywalczona wieloma godzinami na basenie.

Plan był taki, że będę trzymać łagodna dietkę, dużo ćwiczyć i będę fit babeczka z brzuszkiem.
A tu czekoladki, ciasteczka, kanapeczki i mamy babeczkę baleronika z brzucholem :))) BBB

Ale to takie narzekanie żartobliwe bo wiadomo żem cała w skowronkach i uradowana i zniosę wszystko :)))

Suma sumarum remonty pokończone, nowy psiak śpi na moich stopach a mały kotłuje się w brzuchu.
Tak pięknie, strach się bać. Nie a dużo tego szczęścia.
No tak zjebka dla mnie za szukanie dziury w całym. Ściskam

piątek, 21 lutego 2014

Jest okej

Dzisiaj miałam badania, jest okej. Bardzo to dla mnie ważne szczególnie teraz.
Dla komfortu psychicznego, dla zdrowia mojego synusia, który rośnie sobie we mnie i ma się dobrze :)
Czas już chyba uwierzyć, że wszystko będzie dobrze, bo jest, bo musi, bo nie ma wyjścia.
Może po tym sinusoidalnym dołku czas na górki, pagórki, wyżyny - oby :)))
Jak już powiedziałam synuś... i kamień z serca, bo dziewczynki choć słodkie to jednak miałam myśli, żeby w przyszłości nie przechodziła przez to co mama. Żebym nie zniszczyła jej życia swoim paranoicznym lękiem.
No i takie tam zwykłe obawy.
A teraz czekamy, rozmyślamy jak to będzie, bawimy się z nim bo kopie coraz mocniej i wierzymy, że to nasz czas na szczęście.
No i ta wiosna, cudna po prostu. Dzisiaj na krzakach zauważyłam już bazie :)))