Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 21 sierpnia 2011

Weekendowo...

No i po weekendzie. Jutro do pracy, a mnie się tak bardzo nie chce. Ostatnie dni nie przyniosły nic wielkiego ani na plus, ani na minus. 
Jakbym żyła w dwóch światach. On jest, a niby go nie ma. 
Kochamy się, przyjaźnimy, a rani mnie tak mocno. Wraz ze wschodem słońca pojawia się wielka miłość, nocą jakby obcy człowiek. 
Ech, chyba bez pomocy to tu się nie obędzie.:(
Gorsze rzeczy w życiu przeżyłam, więc powinnam się cieszyć z tego co mam, ale zaraz potem rośnie we mnie gniew. Czy tylko dlatego, że miałam raka nie mogę teraz o nic się złościć, żałować, chcieć więcej?
To się wydaje takie banalne, takie proste, a jednak nie do przejścia, spędza sen z powiek, dusi i dławi.

Eeee tam nie chce mi się już o tym gadać. Ciekawe co u Wojowniczej, a co z Amriczkiem bo w ogóle się nie odzywa. Oby wszystko było dobrze, nie zniesiemy złych wiadomości. Potrzebujemy chwilę spokoju, jakiś sukcesów. Buziaki dla wszystkich i miłego, cieplutkiego tygodnia:)))

czwartek, 18 sierpnia 2011

Takie takie...

Lato wróciło, a mnie się nic nie chce. Minęła mi już ta przedwakacyjna pompa, energia. Obecnie tylko bym spała. 
Małż mój też jakiś taki wyobcowany, czasem myślę, że owszem kocha, ale nie jest już zakochany. O nie proszę Państwa. Myślałam, że wakacje odnowią w nas tą radość, podniecenie. Niestety, nima, trudno:( Takie życie:( A może by się na to nie godzić? Ale kocham, ale to mój najcudowniejszy przyjaciel. No nic, nie wiem, nie myślę, nie ważne. 
Może jakbym zamieniła się w puszkę piwa... hmm to było by miłe:)))

Czekam na info o wynikach Kseny, kurcze to strasznie niesprawiedliwe, że ludzie muszą czekać w takich nerwach. Sama pamiętam co się działo przed moim wyjazdem, na samą myśl robi mi się niedobrze. Czekam i trzymam kciuki i czuję, że będzie gucio:)
Uciekam na jakiś obiadek bo w brzuchu burczy:)

wtorek, 16 sierpnia 2011

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Trochę o przemijaniu...

No i po wakacjach. Spędziłam urocze 2 tygodnie w gronie najbliższych przyjaciół i małżonka. Ech cudnie, aż szkoda było wracać. No i chwilkę później ta straszna wiadomość o Madzi. Skończyłam wpis i natknęłam się na info o Renatce. O nie wielmożny Panie na górze, to już lekka przesada!!! Bo niby jakim prawem?!!! 

Oprócz ogromnego smutku, poczułam również wielki strach o samą siebie, każda śmierć podkopuje moją pewność, mój spokój.
Jak to napisała Wojownicza, coraz mniej wojowniczek, coraz większa pustka. Tak się zastanawiam co będzie dalej, czy kolejne blogi będą zamykane, kto następny. Wiem przepraszam, nie wolno mi tak pisać ale nie potrafię pogodzić się z nagłym znikaniem ludzi z tego świata. 
I chociażby czyjeś odejście poparte było najdłuższą chorobą, zawsze będzie nagłe, zawsze niesprawiedliwe, zawsze niezrozumiałe i zawsze będziemy pytać DLACZEGO???

czwartek, 11 sierpnia 2011

Żegniaj...

Wróciłam przed chwilą. I pierwsze co otworzyłam blogi. Jakbym dostała obuchem po głowie. Madzia z http://wyzdrowieje.blog.onet.pl/Madzia-odeszla-09-VIII-2011,2,ID433253528,n odeszła. Jeszcze niedawno pisałyśmy maile, że jeszcze trochę i wróci do domu, że się cieszy bo zaliczy chociaż trochę wakacji. 
Kurwa jakie to życie jest niesprawiedliwe. Myślę, że ukrywała troszkę swój stan, nigdy nie pisała, że jest aż tak źle. Bardzo mnie to boli, bardzo mi smutno. 
Trzymaj się tam Kochana, wierzę że teraz jest Ci łatwiej. Będę myśleć o Tobie...

środa, 27 lipca 2011

Gotowi do drogi...

Spakowani, gotowi wyruszamy za 8 godzin. Przed nami długa droga (jakieś 16godzin). Wracam za dwa tygodnie i natychmiast się melduję (niestety nie będę miała internetu przez 2 tyg.)
Po tych dwóch dniach należą mi się te wakacje jak nigdy.:)) Dzięki wszystkim za wsparcie. Będę o Was myśleć cieplutko.
Pozdrawiam i do usłyszenia.

Otorbiony szef:)

I już wyjaśniam w tytule żeby skrócić ewentualne czyjeś nerwy. jest ok. A teraz powoli...poszłam do swojego lekarza, byłam już przed siódmą. Wszystko trwało 2min. Najpierw nie mógł wyczuć, potem wyczuł i podał diagnozę, że otorbiony szew, że badania są ok, że mam się uspokoić. Poryczałam się jak dziecko. A on patrzył zszokowany bo jak miałam raka to byłam twarda jak skała, nastawiona pozytywnie i w ogóle. Nie mógł zrozumieć aż takiej reakcji, ale zaopiekował się, pocieszył, uśmiechnął.
No i ryczę sobie do tej pory i zastanawiam się jak wiele jeszcze będziemy musieli coś takiego znosić. Jak bardzo to jest niesprawiedliwe. Był rak to już dostateczny kop od życia, a teraz za każdym razem z powodu byle pryszcza, wracać będzie najgorszy strach na świecie. 
W moim przypadku ten strach jest o wiele większy niż kiedy dowiedziałam się o raku piersi. Teraz brakuje elementu niedowierzania, który jednak troszkę mnie dystansował. Brakuje nadziei, no bo jeżeli jednak wznowa to rokowania już gorsze. Wiem już jak to wygląda i z czym to się je. I kur....a wiem dobrze, że nie chcę już tego powtarzać!!!
Do tego na pewno dochodzi lekka obsesja rakowca. No i mamy efekt nie przespane 2 noce, żołądek nic nie dostał od wczoraj rana. ja ledwo stoję na nogach. A jutro wakacje i należy się cieszyć, a ja mam wrażenie, że właśnie przejechał po mnie walec. Potrzebuję jeszcze chwilki, żeby wyryczeć z siebie ten żal i wracam do żywych.
Zaraz pakowanie, weterynarz, jakieś małe zakupy i jedziemy, hurra. Świat pędzi dalej. Ksena, Dorothea czułam, że byłyście tam troszkę ze mną. Dziękuję