Łączna liczba wyświetleń

sobota, 12 maja 2012

Jeszcze raz...

Jeszcze raz ponawiam wpis, poprzedni się skasował. Jeszcze wcześniejszy nie pojawił się u większości osób. Jakaś porażka. No nic.
Tydzień minął na rozkminianiu tego co się stało. Tej śmierci, która przyszła za szybko, tak jak pisałam ostatni wpis zaraz po pogrzebie, życie jest do bani, niesprawiedliwe i długo mogłabym tak narzekać. Mam je również tylko jedno, więc może wart zacząć z niego korzystać.

Miałam dziś wziąć się za porządki, szafy, ciuchy. Co z szafy to i z serca :))) ale mi się nie chciało i tak ciągle mi się coś nie chce. Jutro, jutro, jutro, też jest dzień, oby milszy... 

wtorek, 8 maja 2012

[*] umarła sobie, po prostu...dziewczyna w chustce...

Nie ma jej już, nie cierpi, nie ma o co walczyć. Zmarła na raka wszystkiego co możliwe, zostawiła męża, córkę i wielki smutek.
Serce mi pękło gdy zobaczyłam zapłakaną córeczkę i męża. Miał w oczach tak wielki ból jakiego w życiu jeszcze nie widziałam. 
Poczucie porażki, że nie udało mu się uratować żony. Matkę, która patrzyła jak jej dziecko składane jest do grobu.
 
Pamiętam naszą ostatnią rozmowę, pokazała mi zdjęcia całej swojej rodziny, swoje. Opowiadała kto z kim i cieszyła się z tak licznej rodziny. Marzyła o powrocie do pracy, zastanawiała się czy dobrze jej będzie w zielonym. Pytała jak to było u mnie. 

Już jej nie ma. Jakie to życie kruche. Smutno mi i wściekle zarazem.
I tak sobie myślę żeby może przestać zajmować się pierdołami, zacząć żyć, dla siebie i trochę dla niej...

środa, 2 maja 2012

A takie sobie sprawy...

Umieralnia, miejsce straszne, śmierdzące, hospicjum. Tak myślałam, tak sobie wyobrażałam. Wiedziałam, że nigdy nie będę w stanie tam wejść.
No więc byłam, widziałam, przepraszam. Mnóstwo silnych, pięknych i niestety samotnych osób. Znajoma bardzo daleka, a właściwie nieznajoma, umiera. Umiera w czystym, miłym, zadbanym miejscu. W miejscu mniej śmierdzącym niż mój szpital.
Poszłam z drżącymi rękoma, przerażona. Bo o czym tu rozmawiać?
- co słychać?
- nie nudno ci tu?
- jak leci czas?
- jakie plany?
- fajnie, że masz tv bo szybciej czas leci.
Jak mam zapytać kogoś kto umiera czy mu nie nudno? Czy to dobrze, że przy serialach czas się nie dłuży? a może właśnie chodzi o to żeby sie dłużył. nie wiem. 
Nabrałam powietrza i wlazłam. No i co oczywiście. Nie było problemu z rozmową. Ona jest pewna, że wróci do pracy. Siłą mogłaby obdzielić pół szpitala. Dzielna, twarda, nie do uwierzenia. Przypomniała mi mnie, jedyną twardą pośród całej, załamanej rodziny. Skąd my bierzemy tę siłę nie wiem. 
Umiera na raka, teraz to właściwie wszystkiego. Zaczęło się od piersi i od razu był już wszędzie. Skórwiel atakował od razu. Lekarze mówią o dwóch niezależnych skórwielach, o wielkim pechu. Dziewczyna młoda, córka w podstawówce. Kurwa, kurwa, kurwa.!!!
Posiedziałam, pogadałam o bzdurach, że Młynkova się rozwodzi, że pogoda ładna. Przerobiłyśmy album ze zdjęciami, barwy szczęścia, moją chorobę i pare innych. I co ? Nie wiem:(

wtorek, 17 kwietnia 2012

Manifest miłości...

Tak jakoś mi smutno, depresyjnie czyli wiosenno. Przesilenie, zrzucam na nie całą winę i staram się nie doszukiwać. 
Zmian mnóstwo przed nami, małż z powodu pracy będzie więcej w delegacji niż w domu. Znowu smutne wieczory i jogurt w lodówce:( Tak myślę, że rozstanie nie jest wskazane szczególnie teraz, kiedy między nami też jakby chłodniej. I jak tu walczyć o siebie?, kiedy każde już na swój sposób zmęczone, coraz bardziej bezsilne. I dlaczego kochamy się tak bardzo, że nigdy nie zrezygnujemy? A może byłoby łatwiej?
Nie wiem za wiele, niestety, ale walczyć będę, nie odpuszczę, nie zamienię na żadnego innego:), a po co mi inny, niepoukładany taki:)))) nie puszczę na marne tych lat pracy nad męskim charakterem i buńczucznością:)))))) Nie odpuszczę nam Małżu, nawet na to nie licz.:)!!! Tylko po co nam te nerwy i nieprzespane noce? Człowiek stary a durny. Kap, kap, kap:(((

czwartek, 5 kwietnia 2012

Gra...

Coś się popieprzyło i całe wczorajsze pisanie poszło na marne. No nic. Melduję, że jestem zdrowa, zdrowa, zdrowa!!!
Cieszę się, stres był jakby mniejszy, nie czułam się tam źle, nie drażnił mnie zapach, nie chciało mi się rzygać. 
Tylko łzy mi wisiały na rzęsach, takie ogromne, ciężkie, wielkie jak ocean. Bo wlazłam na oddział i poczułam się jakby wróciły odległe wspomnienia z przed 100 lat. 
- Panie w chustkach, perukach, bez chustek
- Obok zasmuceni mężowie, trzymający za rękę
- Wielka łagodność w oczach, jakby nikt nie chciał zostawić po sobie złości, bo nie wiadomo który dzień będzie ostatni

Poczułam ten lęk, smutek i to całe zamieszanie, które wtedy się dookoła człowieka odbywa. Poczułam jak wiele już czasu upłynęło. Może się trochę w ten sposób dystansuje?

W każdym razie jak te wielkie grochy już się przestały na tych rzęsach trzymać, potoczyły się jak tsunami po polikach. Wtedy przyszedł z pomocą małż. Wytarł grochy i powiedział z miłością żem durna:)))
I ma racje durna jestem, ryczka:))) Tylko bym ryczała i ryczała:)
Ale dziś się cieszę. Wszystkich Was całuję i życzę spokojnych Świąt:)))

wtorek, 3 kwietnia 2012

Młyn...

U mnie w pracy młyn, małż to samo. Praca będzie lub nie. Mnóstwo stresu i spraw do załatwienia. Nie mam czasu powłazić na wasze blogi, zobaczyć co u was słychać. Obiecuję poprawę, może w święta. Jutro badania. Trzymać kciuki, na szczęście:)

sobota, 31 marca 2012

Żeby nie było...

że jest za fajnie, zawsze coś się musi spier... Takie to życie dorosłych ludzi. Problemy, problemy, problemy. A już nam było tak fajnie.
Zobaczymy jeszcze po badaniach czy może być jeszcze gorzej, ale trzymam się poprzedniego wpisu i nadal wierzę, że wszystko będzie dobrze. A z całą resztą będziemy sobie musieli poradzić, bele razem i w zdrowiu. Ojej jak to brzmi. A niech se brzmi jak chce.

Za tydzień święta, czy będzie pogoda? Mam straszną nadzieję, że tak, bo to ci się dzisiaj dzieje to szkoda gadać. Tak mi się marzy słoneczko, rodzinka, śmichy i zamieszanie. Święta uwielbiam, to wie już każdy:) bom stadne zwierze, zdecydowanie.
Powoli zmierzam do kuchni zaparzyć zieloną i pod kocyk. Pracom domowym mówię dzisiaj nie:))))))