Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 4 grudnia 2012

Katarowo...

Ach to imprezowanie...no i mam skutki. Leżę w chałupie na L4 chora jak nie wiem co. Łeb mi rozsadza, zasmarkałam 4 rolki papieru toaletowego. Normalnie chora, cherlam, chrypie i kaszle.
Nie mam siły na nic, ledwo zmusiłam się do odpalenia komputera.
Cały tydzień w plecy, treningi w plecy, dieta w plecy. Nie lubię tak, oj nie lubię.
Porządek musi być!!! :)

sobota, 1 grudnia 2012

Noc...

Jak zwykle noc. W nocy chce się pisać, chce się wyć, chce się kląć. Chce się być sam na sam.
Ja sobie jestem taka właśnie sama. Pewnie wypita, pewnie głupia, pewnie rozpuszczona pragnąca coraz więcej i więcej, pewnie nie potrafię docenić tego co mam. Pewnie, pewnie....mam dosyć.
Myślenia o innych, o nim, o innych, o nim.
Chciałabym choć raz czuć się najważniejszą, czuć się kobietą, prawdziwą kobietą.
Nie patrzeć z zazdrością, tęsknotą na inne pary, nie pragnąć, nie chcieć tak bardzo...
Nie myśleć jak bardzo bym chciała żeby ktoś mnie przytulił tak naprawdę, nie myśleć że on nie wie, nie zdaje sobie sprawy, czy może nie chce sobie zdawać jeżeli tak wiele razy mu o tym mówiłam.
Nie tęsknić tak bardzo jak tęsknie.
Nie być taka silna jak jestem.
Nie przyjmować tak wszystkiego jak jest.
Nie godzić się.
Nie uważać, że właśnie tyle mi się należy.
Nie pisać tego teraz.
Nie obnażać się.
Nie odsłaniać.
Nie osłabiać.
Nie udawać, że jest dobrze...
Śmiejesz się z moich snów? Tylko one mi zostały. Tylko je chcesz mi  zostawić...


piątek, 30 listopada 2012

Bo musi być równowaga...

Dziś Andrzeja. No więc okazja do imprezy. Organizacji podjęłam się ja.
A więc zakupy, sprzatanie, gotowanie. dzień zapowiadał sie milo. Szybko do pracy i heja.
Rano piękna informacja Andrzejowi rodzi sie córa. Godzinę później, że inny Andrzej umiera, wylew, młody facet, kurwa mać!
Radość z narodzin trwała krótko, ktoś tam na górze dba żeby nie było nas tu za dużo, żeby nie było nam za wesoło. Żeby uśmiechy za długo nie widniały na naszych z góry skazanych na porażke ryjach.
A może nie powinnam tak pisać, sama nie wiem.
Być wdzięczna? czy wściekła?
Cieszyc sie z tego co mam? czy drzeć ryja o to czego nie ma?
Jak cieszyć się piekna chwilą, kiedy dzieją się takie rzeczy...

Gości już nie odwołam a nastrój mizerny. Więć bedę pić.
A Andrzej będzie opijał narodziny córy.
A inny będzie walczył o życie. A przecież też miał pić, swiętować, cieszyć się ze swoimi przyjaciólmi.
Nie ma co planować życia, jutra, niczego.
Dziś jestesmy, jutro nas nie ma, a pociąg jedzie...
Mimo wszystko wszystkim Andrzejom sto lat...


wtorek, 27 listopada 2012

A jakie są moje marzenia?

Ech mnie też natchnęły dziewuchy:)

- zdrowa bym być chciała, oczywizda:)
- z mężem żyć w zgodzie
- rodzina też żeby zdrowa była
- i jeszcze bym chciała do grecji  na wakacje
- i do chorwacji tyż:)
- i chudą żeby być, szczuplutką laską
- i długie kasztanowe, UKŁADAJĄCE SIĘ WŁOSY mieć

A najbardziej na świecie dzidziuś mnie się marzy, na razie lekarz kazał czekać, potem obaczymy czy się uda.
Przeciwności jest kilka, niestety. Tak bardzo bym chciała. Wiem, że gdybym przytuliła do piersi to w końcu poczułabym się naprawdę szczęśliwa.
Na razie jeszcze panuję nad tym marzeniem i biorę je na dystans, cieszę się wolnością, wizualizuję małego bombla zmierzającego chwiejnym krokiem do wracającego z pracy tatusia:))))
Tak będzie, wierzę w to :))

sobota, 24 listopada 2012

Zamieszanie:)

Weekendowo. Zjechali się starzy znajomi z całej polski. Poznaliśmy się dawno temu na obczyźnie, w pracy.
Potem każdy wrócił w swoje rodzinne strony. Mimo to się widujemy, przyjaźnimy. Jedni po ślubie, inni się budują, kolejni przyjechali z nowym potomkiem. Pamiętam, że gdy się wszyscy poznaliśmy, byliśmy świeżo upieczonymi dwudziestolatkami, bez problemów, bez doświadczeń, bez raka.
I tak się wszystko plecie, zmienia, nie wiadomo co będzie za rok.
No to ciśniemy się wszyscy jak na kolonii i jest cudnie. Dobrze mieć przyjaciół i dobrze o nich dbać.
To takie moje przesłanie hihi:)
Szkoda tylko, że po głowie się kołacze, że nie wszyscy są teraz szczęśliwi, zdrowi, że właśnie komuś zawala się świat. Smutne. Chciałabym żeby wszystkim było dobrze...ech bardzo bym chciała.

czwartek, 22 listopada 2012

O jezuśku...

No i stało się, poważne problemy zeszły na drugi plan.
Nastały te dni gdy:
-płakać się chce bez powodu
-jestem brzydka
-fryzjer beznadziejnie mnie ściął (tak jak zawsze, ostatnio byłam zachwycona)
-do dupy kolor farby do włosów (taki jak ostatnio)
-jestem gruba, nie chudnę już
-jestem brzydka
-wszystko mnie wkurwia
-nie umiem się cieszyć
-nie umiem się śmiać

No to mam co chciałam. Mam dość. Niech już mi minie:))))) Baby naprawdę są jakieś inne:)))

niedziela, 18 listopada 2012

Poranki...

Doszłam do siebie. ufff...
Cudny poranek, wbrew temu co w tv nie ma mgły, piękne słońce, lekki mrozik i przeraźliwie kraczące wrony. popijając zieloną herbatkę rozkoszuję się tym porankiem.
Lubię takie chwile. Powinnam wskoczyć w dres i polatać po parku ale nie mam siły:)
Kac po 30-stce trwa 2 dni, potwierdzam:)))
A więc dziś na spokojnie, kawka, herbatka, obiad na mieście bo zamarzyło mi się sushi.
To będzie taki zwykły, nudny dzień. Oby takich jak najwięcej, czego i wam życzę:)))