Łączna liczba wyświetleń

środa, 17 kwietnia 2013

Na głodzie :))

Dzisiaj nierakowo a dietetycznie.
Chwilowo odpoczywam od trudnych spraw i zaprzątam łeb bzdurami.
A więc wszystkie co się zapisały na akcję -5 meldować.
Co robicie, jakieś dobre rady?
Ja mam -2 (na początku szybko leci). Trzymam się i nie przekraczam 1200kcal.
Mam uczucie, że z tymi wspomagaczami chyba mi trochę łatwiej. Nie wykluczam również zjawiska placebo.
Mniejsza z tym, ważne że jest łatwiej.

A wy jak?

wtorek, 9 kwietnia 2013

No to ciśniemy

A więc kochane odchudzamy się.
Zakupiłam właśnie jogurciki naturalne i mnóstwo suszonych owoców, otręby owsiane, błonnik i reklamowane tabletki na odchudzanie.
Pytałam Panią w aptece mówi, że bezpieczne i że działają tzn. trochę mniej chce się żreć i mniej się wchłania tłuszczu.

A więc moja kolacja była następująca: jogurt naturalny 150g, 1 morela suszona, 2 suszone śliwki, łyżka rodzynek i 2 łyżki otrębów owsianych. Łącznie 200kcal. Na kolację w sam raz :)))

Zmotywowałam się na maxa. Dam radę, dam radę. Mój plan to kolejne -15kg do końca września.
A plan krótkoterminowy to -4 do majówki :)))

Buuuziaczki

sobota, 6 kwietnia 2013

Sportowo

Po prawie miesięcznej rozpuście biorę się w garść. Dziś o 7 zaliczyłam basen, kupiłam nowy karnet.
Na śniadanie pomidorki. Muszę, muszę, chcę :)
Mam plan żeby za rok o tej porze mieć wagę idealną.
Potrzebuję jeszcze 20 kilo i kupię wymarzone bikini ;), no może ładny jednoczęściowy strój.

Och już się nie mogę doczekać. Całe życie byłam gruba, przez chorobę coraz grubsza, przez chemię monstrualna. Dam radę :))))))

A oprócz tego to sobotę dzisiaj mamy, tak zwane luzy, dobry obiadek, spacerek, spanie :)))
Miłego więc weekendu.
Czy ktoś odchudza się ze mną? Zapraszam :)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Przepraszam...

Że mnie tak długo nie było, że nie odpisywałam, że nie pisałam co u mnie.

Jestem po badaniach kontrolnych i wszystko okej. Czas leci tak szybko, już dwa lata minęły od zakończenia leczenia. Pamiętam ostatnią chemię wciągnęłam w walentynki.
2 lata badań kontrolnych za mną, widzę u siebie małą poprawę jeżeli chodzi o spokój duszy, jednak nadal tego dnia rano czuję się okropnie.
Jakbym musiała zrobić coś czego tak bardzo nie chcę, tak bardzo się boję.
Ile jeszcze tak się będę bać, czy kiedyś ten strach minie całkowicie. Boję się cieszyć.

Ale chociaż święta były spokojne i w dobrym nastroju z nietypową wojna na śnieżki.
A co u was, wiem ile przeczytam, szybko przy kawie w pracy. Lekko nielegalnie ;))

wtorek, 19 marca 2013

Nic.

Nie mam coś weny do pisania. Nic się szczególnego nie dzieje, badania za 1,5 tygodnia.
Myślę sobie na ile żyję jak chcę a na ile jak chcą inni?
Na ile stawiam na swoim a na ile godzę się na cudze?

Uśmiecham się, bo on się uśmiecha. Czuję się szczęśliwa bo nauczyłam się jego szczęścia.
Godzę się przez zapomnienie.
Zapomnienie daje mi szczęście.
Zbieram siły żeby się przeciwstawić, zawalczyć o szczęście prawdziwe.

O i takie tu roztkliwianki nad sobą, wyborami, codziennością. THE END

poniedziałek, 11 marca 2013

Jestem

Wróciłam...wypoczęta, opalona, szczęśliwa, choć grubsza dwa kilo ;)
Chcę jeszcze, jeszcze. Nie chcę do pracy, nie chcę badań kontrolnych, które znowu należy wykonać :(
Ale wiem, że muszę.
Wiem, że nic nie trwa wiecznie.
Wiem, że mam ogromne szczęście.
Trza być dzielnym, dorosłym, lecę...

piątek, 1 marca 2013

Głupi człowiek

No i poćwiczyłam, a plecy mnie bolą teraz... Ależ człowiek słaby, pewne partie mięśni to chyba mi sie w ogóle nie wykształciły.
Pijąc poranną kawkę myślę jak bardzo chciałabym żebyśmy wszyscy byli, były zdrowe. Żyły sobie spokojnie, nawet biednie, bez luksusów ale w spokoju. Marzę o życiu gdzie problemem jest niewyrośnięte ciasto. Marzę o wewnętrznej przemianie, żebym zmądrzała. Czy wy wiecie, że ja po tym wszystkim jestem w stanie rozkminiac przez godzinę czy na planach elektrycznych ustalić włączniki na tej, czy na tej ścianie. Wściekam się przy tym, wszystko traktuję tak strasznie serio, zbyt serio.
Przecież po tym wszystkim powinnam mieć w nosie głupie włączniki i wykorzystać tą godzinę na spacer, książkę. Mam do siebie o to żal.
Boję się, że jeżeli zło wróci (tfu tfu, puk, puk, puk) to będę miała świadomość, że marnowałam swój czas.
A czy wy ? a wy jak? czy żyjecie jak dawniej, czy po nowemu?

Chyba już o tym pisałam i dalej nic się we mnie nie zmieniło. Ale jutro wybywam na tydzień w góry, postaram się tam zdystansować, zmądrzeć. Niestety nie będzie tam internetu. ściskam