Parę dni temu coś wyczułam, coś zabolało. Nie chcąc siać paniki na blogu, zasiałam ja w sobie i cichutko działałam. A miejsce w jakim to wyczułam już wołało o pomstę do nieba.
Dziś przyszedł ten dzień, kiedy kłamiąc iż jadę na basen udałam się do doktora.
Z duszą na ramieniu, bo przecież to niemożliwe żeby znowu się udało, w tajemnicy przed światem wyłożyłam stówę i weszłam do gabinetu.
Ufff!!!
Maść, leki, wchłonie się. Nie panikować, koło raka to nawet nie leżało.
Ufff!!!
-Panie doktorze czy ja jestem normalna?
-Jak najbardziej, coś Pani wyczuła, trzeba sprawdzać! Odpowiedzialność, świadomość!!!...
No to mi polał miód na serce bo myślałam, że już skretyniałam do końca. Znowu mogę zacząć się cieszyć bo lekko dygałam przez ostatnie parę dni.
A jak się upiję to dodam szczegóły co i gdzie se wymacałam i rak czego niby miałby to być.
Ale będzie ryk...:) kupa śmiechu:))) Ale to jak się upije, narazie się wstydzę:)))
Łączna liczba wyświetleń
środa, 14 listopada 2012
sobota, 10 listopada 2012
Zimno...
Ach jakieś chłodne dni przyszły i nie bardzo wiem jak sobie z nimi poradzić :(
Nie potrafię być sama, żyć w tęsknocie, którą niestety odczuwam. No właśnie, znowu ta samotność we dwoje. Wszechobecna i tak bardzo dołująca.
I strach gdzieś w tyle, a co jeżeli nic się już nie zmieni, a co jeżeli nie pozwoli to spełnić moich największych marzeń?
A co? A co? Nic. Próbuję nie myśleć, nie smucić się, nie gdybać. Szukam pozytywów, choć to bardzo trudne :(
A Wy, czy taki stan ducha jest wam znany, czy może obcy?
A czy ktoś wie jak tej samotności zaradzić? Jak przywrócić życiu dawne barwy?
Nie potrafię być sama, żyć w tęsknocie, którą niestety odczuwam. No właśnie, znowu ta samotność we dwoje. Wszechobecna i tak bardzo dołująca.
I strach gdzieś w tyle, a co jeżeli nic się już nie zmieni, a co jeżeli nie pozwoli to spełnić moich największych marzeń?
A co? A co? Nic. Próbuję nie myśleć, nie smucić się, nie gdybać. Szukam pozytywów, choć to bardzo trudne :(
A Wy, czy taki stan ducha jest wam znany, czy może obcy?
A czy ktoś wie jak tej samotności zaradzić? Jak przywrócić życiu dawne barwy?
środa, 7 listopada 2012
Twardym trzeba być...
Ależ mam zakwasy. Jezusie. Postanowiłam zacząć biegać. No i se wczoraj pobiegałam. Dziś ryczę z bólu ale warto było. Byłam z siebie dumna. Będę biegać regularnie i już. Dla zdrowia, dla poukładania sobie świata, może trochę dla ucieczki. Może jak trochę pouciekam to zatęskni? A może nie.
Ale przede wszystkim dla samej siebie.
Dla nauczenia się dawania samej sobie radości poprzez wygrywanie choćby z lenistwem.
Dla wzmocnienia poczucia własnej wartości, żeby już się nie dawać, żeby nie pozwalać jej w sobie zabijać. Dla wykrzyczenia żalu...też trochę. Dobranoc
P.S Kto nie chce ryczeć, niech nie słucha
Ale przede wszystkim dla samej siebie.
Dla nauczenia się dawania samej sobie radości poprzez wygrywanie choćby z lenistwem.
Dla wzmocnienia poczucia własnej wartości, żeby już się nie dawać, żeby nie pozwalać jej w sobie zabijać. Dla wykrzyczenia żalu...też trochę. Dobranoc
P.S Kto nie chce ryczeć, niech nie słucha
poniedziałek, 5 listopada 2012
Oczywiście jest okej...
No już po i wiadomo, że jest okej. Doczekałam się nerwowo wyników, w między czasie naszło mnie trochę czarnych chmur, ale co po niektóre osoby ;) pięknie je rozgoniły rycząc na mnie żem durna. Bo jestem, to pewne.
Z biodrem lekarz zrobił minę moją ukochaną i kazał mniej ćwiczyć, odpocząć. Wykluczył przeżuty.
Rozjuszona kazałam mu jeszcze pomacać gulkę na plecach, którą mam z 10 lat (WARIATKA!!!)
A że humor już mi się polepszył, to wracając do wczorajszej licytacji przypomniałam sobie, że ostatnio miałam na skórze piersi może z 0,2 mm krostkę, taką czerwoną plamkę, no i oczywiście żyłam parę dni w przekonaniu, że to rumień, rak itd.
Szkoda słów, szkoda gadać. Po raz setny powiem, że rak to choroba głowy, nie ciała.
No to sobie teraz odreagowuję cichutko w domu. Dla mnie dzień po badaniach to jak po maratonie.
Do tematu wracam w połowie stycznia, na razie spokój.
Dzięki Wam bardzo Ludziska, dzięki, dzięki, dzięki!!!
A w tym podziękowaniu dobra muza, choć nowa kilkuletnia to słowa mądre jak diabli, radzę się wsłuchać.
Dla Was!!!
Z biodrem lekarz zrobił minę moją ukochaną i kazał mniej ćwiczyć, odpocząć. Wykluczył przeżuty.
Rozjuszona kazałam mu jeszcze pomacać gulkę na plecach, którą mam z 10 lat (WARIATKA!!!)
A że humor już mi się polepszył, to wracając do wczorajszej licytacji przypomniałam sobie, że ostatnio miałam na skórze piersi może z 0,2 mm krostkę, taką czerwoną plamkę, no i oczywiście żyłam parę dni w przekonaniu, że to rumień, rak itd.
Szkoda słów, szkoda gadać. Po raz setny powiem, że rak to choroba głowy, nie ciała.
No to sobie teraz odreagowuję cichutko w domu. Dla mnie dzień po badaniach to jak po maratonie.
Do tematu wracam w połowie stycznia, na razie spokój.
Dzięki Wam bardzo Ludziska, dzięki, dzięki, dzięki!!!
A w tym podziękowaniu dobra muza, choć nowa kilkuletnia to słowa mądre jak diabli, radzę się wsłuchać.
Dla Was!!!
I jak?
niedziela, 4 listopada 2012
Dzień przed...
Przyszło popołudnie, zaczął się świadomy dół. Smutno mi, beczę pod nosem, cichutko, oddalam się na czytanie książki zamiast zwyczajowo ślęczeć przed tv.
Świadomy dół na maksa. Jutro badania kontrolne i wszystko jasne. zawsze tak mam nachodzi mnie mega wyciszenie, podszyte ogromnym strachem i niepewnością. Żołądek mi się ściska w znajomy sposób.
Po ostatnim aerobiku boli mnie biodro ale tylko przy pierwszych 3 krokach po długim zasiedzeniu, nie ruszaniu się. Typowy zakwas, przeciążenie. Normalnie nie boli w ogóle.
No to teraz w mojej bani od tygodnia kołatają się myśli o przerzutach do kości. I na nic rozmowa z ortopedą, że to zakwas, przeciążenie, że rak nie boli tylko przy pierwszym kroku na rozruch.
Jutro będę musiała powiedzieć o tym swojemu lekarzowi.
A jak się przejmie?
A jak będzie chciał badać dokładniej?
A jak skieruje na coś jeszcze?
Jezu jak się boję, jezu jak się modlę żeby mnie wyśmiał i powiedział, że rak tak nie boli.
Żeby było tak jak ostatnio gdy narzekałam na kolano, a on powiedział, że jeszcze nie słyszał o przerzutach do kolana.
Ależ to jest męka. Ależ to jest koszmar, ten strach jest nie do ogarnięcia.
Czy dzisiaj jest ostatni normalny dzień?
Co będzie jutro o tej porze?
Co będę myśleć?
Jutro będzie wszystko jasne, może znowu wygram los na kolejne dwa miesiące.
Nie musicie mnie pocieszać, w głębi serca wierzę, że będzie dobrze, że musi być dobrze.
Tak tylko wyrzyguję najbardziej skryte obawy, których na dzień prze nie potrafię schować...
Świadomy dół na maksa. Jutro badania kontrolne i wszystko jasne. zawsze tak mam nachodzi mnie mega wyciszenie, podszyte ogromnym strachem i niepewnością. Żołądek mi się ściska w znajomy sposób.
Po ostatnim aerobiku boli mnie biodro ale tylko przy pierwszych 3 krokach po długim zasiedzeniu, nie ruszaniu się. Typowy zakwas, przeciążenie. Normalnie nie boli w ogóle.
No to teraz w mojej bani od tygodnia kołatają się myśli o przerzutach do kości. I na nic rozmowa z ortopedą, że to zakwas, przeciążenie, że rak nie boli tylko przy pierwszym kroku na rozruch.
Jutro będę musiała powiedzieć o tym swojemu lekarzowi.
A jak się przejmie?
A jak będzie chciał badać dokładniej?
A jak skieruje na coś jeszcze?
Jezu jak się boję, jezu jak się modlę żeby mnie wyśmiał i powiedział, że rak tak nie boli.
Żeby było tak jak ostatnio gdy narzekałam na kolano, a on powiedział, że jeszcze nie słyszał o przerzutach do kolana.
Ależ to jest męka. Ależ to jest koszmar, ten strach jest nie do ogarnięcia.
Czy dzisiaj jest ostatni normalny dzień?
Co będzie jutro o tej porze?
Co będę myśleć?
Jutro będzie wszystko jasne, może znowu wygram los na kolejne dwa miesiące.
Nie musicie mnie pocieszać, w głębi serca wierzę, że będzie dobrze, że musi być dobrze.
Tak tylko wyrzyguję najbardziej skryte obawy, których na dzień prze nie potrafię schować...
piątek, 2 listopada 2012
Normalność...
Dzisiejszy dzień całkiem miły, normalny bym powiedziała. Z rana postanowiłam zmęczyć męża 10 kilometrami, potem śniadanko. Wieczorem kolacja na mieście i kino.
Postanowiłam zabrać go na randkę. Nie dość, że chodzimy na te randki raz na ruski rok, to jeszcze zawsze on zaprasza. A co mi tam? Pomyślałam i zaprosiłam.
Taka jestem często wredna dla niego, taka byłam nie do zniesienia w trakcie choroby. No to w ten sposób chociaż trochę odkupię swoje winy nie:)))
No i taki to był normalny dzień, jak u zwykłych ludzi:)
Ach brakuje mi takich chwil, nie kina, nie kolacji a czasu w którym głowa nie buzuje od myśli, najczęściej czarnych myśli. Trafiło na mnie, nie ma co. Ale obiecałam sobie terapię no to kontynuuję, jutro robię w domu czystki, w niedzielę mały trening. Byleby się czymś zająć...
Postanowiłam zabrać go na randkę. Nie dość, że chodzimy na te randki raz na ruski rok, to jeszcze zawsze on zaprasza. A co mi tam? Pomyślałam i zaprosiłam.
Taka jestem często wredna dla niego, taka byłam nie do zniesienia w trakcie choroby. No to w ten sposób chociaż trochę odkupię swoje winy nie:)))
No i taki to był normalny dzień, jak u zwykłych ludzi:)
Ach brakuje mi takich chwil, nie kina, nie kolacji a czasu w którym głowa nie buzuje od myśli, najczęściej czarnych myśli. Trafiło na mnie, nie ma co. Ale obiecałam sobie terapię no to kontynuuję, jutro robię w domu czystki, w niedzielę mały trening. Byleby się czymś zająć...
czwartek, 1 listopada 2012
...
Dzień spokojny, rodzinny. Po południu poszliśmy na cmentarz, po ciemku już. Udało mi się wszędzie trafić.
Pod krzyżem zapaliliśmy 3 dodatkowe znicze, za Chustkę, za Magdę Prokopowicz i za wszystkich z zeszłego roku Renate, Pauline Foodancera...
Patrzyłam na te trzy znicze stojące obok siebie i widziałam ich twarze, wszystkie takie uśmiechnięte. I widziałam Magdę i Chustkę jak się śmiały jak im się oczy świeciły. Mi też się świeciły od łez i gardło jakieś zaciśnięte.
Myślałam o tym, że za kilkadziesiąt lat nasze dzieci będą szły tymi samymi alejkami, zapalić nam znicze.
Wszystko takie samo, świat był i będzie. Tylko my się na nim zmieniamy, tak po prostu przemijamy, pstryk i nas nie ma.
A teraz na spokojnie, popijamy zieloną i oglądamy strażnika na dwójce.
A taki wciągający:)...że aż piszę sobie do was. dobranoc:)
Pod krzyżem zapaliliśmy 3 dodatkowe znicze, za Chustkę, za Magdę Prokopowicz i za wszystkich z zeszłego roku Renate, Pauline Foodancera...
Patrzyłam na te trzy znicze stojące obok siebie i widziałam ich twarze, wszystkie takie uśmiechnięte. I widziałam Magdę i Chustkę jak się śmiały jak im się oczy świeciły. Mi też się świeciły od łez i gardło jakieś zaciśnięte.
Myślałam o tym, że za kilkadziesiąt lat nasze dzieci będą szły tymi samymi alejkami, zapalić nam znicze.
Wszystko takie samo, świat był i będzie. Tylko my się na nim zmieniamy, tak po prostu przemijamy, pstryk i nas nie ma.
A teraz na spokojnie, popijamy zieloną i oglądamy strażnika na dwójce.
A taki wciągający:)...że aż piszę sobie do was. dobranoc:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)