Nie moge w to uwierzyć. Pisze, udalo się. Od wakacji raz na pare tygodni staralam sie zalogować i nic. Myślałam i odpuszczałam ale dziś w nocy przysiadłam i jest. Jest też 1 w nocy więc jutro będzie ciężko.
Nie potrafie tego racjonalnie wytłumaczyć jak można być takim tempakiem żeby logowac się na złe konto i wsciekać się że nie widzi mojego bloga. Zostawmy to... wstyd.
Jestem, mam sie dobrze a obok mnie chrapie w lóżeczku mały prawie półroczny Antek (chlip chlip :)
Jest już z nami cały, zdrowy, piekny, mój, nasz, cudowny.
Nasz drugi cud :)
Wszystko uklada sie dobrze. Jego starszy brat jest w nim zakochany po uszy, a ja jestem szczęśliwa że udaje mi się tak odarować ich miłościa że nie jest zazdrosny, że ma poczucie stabilnosci i bezpieczeństwa nawet kiedy musi chwilke poczekać bo mały wymaga mojej uwagi.
Teraz ze starszym jestesmy na etapie:
- Mamo...
-Słucham
- Wiesz kocham cię
- Ja teź cię synku kocham (gardło na supełek)
I tak ze sto razy dziennie :) :) :)
No i jak tu nie być szcześliwą. Zwariowalam na ich punkcie na maksa.
Przepraszam że tak monotematycznie. Rok nie pisałam a teraz tylko o jednym.
Ale teraz to cały mój świat :)
Ze spraw wiadomych to ciagłe kontrole i usunięcie jajnikow za pare miesięcy.
Nie wiem czemu ale nie radzę sobie z tym psychicznie. Ale zostawiam to na innego posta, poważnego.
A dziś sama radość i dobre wieści.
Jak zwykle przepraszam że tak dlugo nie pisalam ale też nie obiecuję, że będe częściej. Nie mam jak a może nie czuję już tego tak jak kiedyś. Ale jeszcze się nie żegnam :)
Ide spać bo lada chwila będzie lament o butle. Czy mnie się wydaje czy to moje pisanie jakieś dzisiaj bez polotu :) buziaki
P.s błędów bez liku, pisze z telefonu. sorki
Łączna liczba wyświetleń
czwartek, 24 listopada 2016
niedziela, 17 stycznia 2016
Niespodzianka :)
Żyję, jestem.
Melduję zainteresowanym, chociaż wiem, że ich grono się kurczy ;)
Ale czego tu oczekiwać skoro odzywam się z częstotliwością żadną :)
Bloga chyba traktowałam jako rodzaj psychoterapii, może nie jest mi już ona aż tak potrzebna.
A może blog przypomina mi o tych cięższych chwilach.
A propo cięższych chwil, od całego zamieszania mija 5 lat.
Co to oznacza? Czy można już wyluzować?
A nie ma co rozpoczynać tych psychologicznych rozmyślań.
Jest jeszcze niespodzianka. Pod moim serduchem rośnie kolejny szkrab :))))))
Jesteśmy już za sporo za półmetkiem i powoli przygotowujemy się do narodzin :))))
Takie wielkie szczęście, że aż trudno w to uwierzyć :)
Badania okej, kontrole i cała reszta, więc jestem w miarę spokojna.
Po porodzie usuwam co się da :p
A dziś patrzę na swoją pociechę ze łzami w oczach i czuje jak drugie już tam kopie i nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć :)
Melduję zainteresowanym, chociaż wiem, że ich grono się kurczy ;)
Ale czego tu oczekiwać skoro odzywam się z częstotliwością żadną :)
Bloga chyba traktowałam jako rodzaj psychoterapii, może nie jest mi już ona aż tak potrzebna.
A może blog przypomina mi o tych cięższych chwilach.
A propo cięższych chwil, od całego zamieszania mija 5 lat.
Co to oznacza? Czy można już wyluzować?
A nie ma co rozpoczynać tych psychologicznych rozmyślań.
Jest jeszcze niespodzianka. Pod moim serduchem rośnie kolejny szkrab :))))))
Jesteśmy już za sporo za półmetkiem i powoli przygotowujemy się do narodzin :))))
Takie wielkie szczęście, że aż trudno w to uwierzyć :)
Badania okej, kontrole i cała reszta, więc jestem w miarę spokojna.
Po porodzie usuwam co się da :p
A dziś patrzę na swoją pociechę ze łzami w oczach i czuje jak drugie już tam kopie i nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć :)
czwartek, 13 sierpnia 2015
Wpadam na chwilkę
I co miałam być częściej ale coś nie wychodzi.
Trochę nie mam czasu, trochę nie pamiętam, a może trochę nie chce pamiętać i zwyczajnie uciekam od tego srakowego świata, bo on mi przypomina o strachu, który już będzie mi towarzyszył do końca życia.
Mało się przez ten czas wydarzyło ale za to ważnych spraw.
Nie ma Magdy...o czym dowiedziałam się miesiąc po fakcie. CHCIAŁAM WALIĆ ŁBEM W ŚCIANĘ. Z wściekłości, żalu, wyrzutów sumienia, że ostatni kontakt miałam na miesiąc przed.
Żyję sobie spokojnie, jestem po kolejnych badaniach kontrolnych i PET, wszystko okej i niech tak zostanie.
Latam za tym swoim synalkiem, walczę każdego dnia żeby go wychować na fajnego chłopaka i myślę jak by wyglądało moje życie bez niego i jak dobrze że on jest :)
Szykujemy się do naszych drugich wspólnych wakacji, dziś już wiem że z tym małym ciekawskim człowiekiem będziemy szli na plaże z godzinę, ale co tam byleby razem i do przodu :)
Trochę nie mam czasu, trochę nie pamiętam, a może trochę nie chce pamiętać i zwyczajnie uciekam od tego srakowego świata, bo on mi przypomina o strachu, który już będzie mi towarzyszył do końca życia.
Mało się przez ten czas wydarzyło ale za to ważnych spraw.
Nie ma Magdy...o czym dowiedziałam się miesiąc po fakcie. CHCIAŁAM WALIĆ ŁBEM W ŚCIANĘ. Z wściekłości, żalu, wyrzutów sumienia, że ostatni kontakt miałam na miesiąc przed.
Żyję sobie spokojnie, jestem po kolejnych badaniach kontrolnych i PET, wszystko okej i niech tak zostanie.
Latam za tym swoim synalkiem, walczę każdego dnia żeby go wychować na fajnego chłopaka i myślę jak by wyglądało moje życie bez niego i jak dobrze że on jest :)
Szykujemy się do naszych drugich wspólnych wakacji, dziś już wiem że z tym małym ciekawskim człowiekiem będziemy szli na plaże z godzinę, ale co tam byleby razem i do przodu :)
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Nie czuję się przykładem
Od jednej dostałam zjebkę, od innej ostrą reprymendę :) że nie piszę, że niby są ludzie którzy chcą czytać, których w ten sposób wspieram.
Nie czuję się jakimś motywatorem do walki, dobrym przykładem psychicznego radzenia sobie z chorobą. Mam się raczej za rozpieszczonego bachora, który nie umie niczego docenić, chce tylko więcej i więcej. Takiego dziada co nie potrafi się cieszyć.
Jak trwoga to do boga i właśnie będę potrzebowała waszej rady, opinii, pomocy bom durna.
A więc moje dzieciątko ma się cudnie, rośnie, śmieje się, jest niepłaczące a za to ciągle się śmiejące :) Mogę je śmiało uznać za cud, którego mogło nie być. Cud, który powinnam docenić a nie umiem.
Jak wiadomo mam mutację BRCA1, rak piersi i mastektomia 4 lata temu. I tu przychodzi moja zagwozdka, moje pytanie.
Robić drugie dzieciątko, które zawsze chciałam mieć czy nie kusić losu i szybko usuwać jajniki z przydatkami bo mutacja genu?
Żyć dla jednego czy ryzykować dla drugiego?
Starać się szybko zajść w ciąże?
Czy ja chcę taką małą różnicę wieku? Zawsze chciałam około 5 lat ale tyle czekać nie mogę bo muszę profilaktycznie tę operację wykonać.
Jak ewentualnie w przyszłości wyzbyć sie poczucia straty jak tego drugiego nie będzie?
Jak do jasnej cholery zacząć się cieszyć tym co jest?
Zacząć doceniać?
Przestać szukać dziury w całym?
Docenić życie? Jak?
Jak nie być takim egoistą?
Co robić ryzykować czy odpuścić? Pomóżcie.
p.s jeżeli faktycznie komukolwiek sprawiam jakąkolwiek radość tym blogiem to obiecuję pisać częściej, między pieluchami i spacerami :)))
Nie czuję się jakimś motywatorem do walki, dobrym przykładem psychicznego radzenia sobie z chorobą. Mam się raczej za rozpieszczonego bachora, który nie umie niczego docenić, chce tylko więcej i więcej. Takiego dziada co nie potrafi się cieszyć.
Jak trwoga to do boga i właśnie będę potrzebowała waszej rady, opinii, pomocy bom durna.
A więc moje dzieciątko ma się cudnie, rośnie, śmieje się, jest niepłaczące a za to ciągle się śmiejące :) Mogę je śmiało uznać za cud, którego mogło nie być. Cud, który powinnam docenić a nie umiem.
Jak wiadomo mam mutację BRCA1, rak piersi i mastektomia 4 lata temu. I tu przychodzi moja zagwozdka, moje pytanie.
Robić drugie dzieciątko, które zawsze chciałam mieć czy nie kusić losu i szybko usuwać jajniki z przydatkami bo mutacja genu?
Żyć dla jednego czy ryzykować dla drugiego?
Starać się szybko zajść w ciąże?
Czy ja chcę taką małą różnicę wieku? Zawsze chciałam około 5 lat ale tyle czekać nie mogę bo muszę profilaktycznie tę operację wykonać.
Jak ewentualnie w przyszłości wyzbyć sie poczucia straty jak tego drugiego nie będzie?
Jak do jasnej cholery zacząć się cieszyć tym co jest?
Zacząć doceniać?
Przestać szukać dziury w całym?
Docenić życie? Jak?
Jak nie być takim egoistą?
Co robić ryzykować czy odpuścić? Pomóżcie.
p.s jeżeli faktycznie komukolwiek sprawiam jakąkolwiek radość tym blogiem to obiecuję pisać częściej, między pieluchami i spacerami :)))
czwartek, 17 lipca 2014
On jest taki malutki :)
Już jest z nami, usypia właśnie słodko chrumkając. Ja oczywiście ryczę co chwilę bo nie mogę w to wszystko uwierzyć.
Z każdym dniem kocham go coraz bardziej, czy da się jeszcze mocniej :)
To dopiero kilka tygodni a przed nami całe życie.
Jeżeli to wszystko co wydarzyło się w moim życiu miało doprowadzić nas do tego momentu to było warto.
Z każdym dniem kocham go coraz bardziej, czy da się jeszcze mocniej :)
To dopiero kilka tygodni a przed nami całe życie.
Jeżeli to wszystko co wydarzyło się w moim życiu miało doprowadzić nas do tego momentu to było warto.
niedziela, 11 maja 2014
Stacjonarna ;)
Stoi na stacji lokomotywa
ciężka, ogromna i pot z niej spływa...
Hehe to o mnie tylko ja dodatkowo leżę :)
U mnie odpukać wszystko okej, odliczam powoli dni do tej wielkiej chwili, choć mój spokój zakłóca jeszcze jedna wizyta kontrolna po drodze.
Czuję się dobrze i szczęśliwa sapiąc, kiedy próbuję zawiązać sobie sznurowadło.
Łezka mi się w oku kręci gdy dostaję kolejnego kopniaka i taka dumna jestem, że to moje dziecię takie silne :)
Czas się zacznie wyjątkowy i oby trwał, oby go nikt ani nic nie zakłóciło.
Prawie mnie tu nie ma, a będę pewnie jeszcze rzadziej.
Ale podczytuję was moje kobitki i ściskam i pozdrawiam mocno.
Ech to by było coś kiedyś się tak spotkać wszystkie razem, stadnie :)
ciężka, ogromna i pot z niej spływa...
Hehe to o mnie tylko ja dodatkowo leżę :)
U mnie odpukać wszystko okej, odliczam powoli dni do tej wielkiej chwili, choć mój spokój zakłóca jeszcze jedna wizyta kontrolna po drodze.
Czuję się dobrze i szczęśliwa sapiąc, kiedy próbuję zawiązać sobie sznurowadło.
Łezka mi się w oku kręci gdy dostaję kolejnego kopniaka i taka dumna jestem, że to moje dziecię takie silne :)
Czas się zacznie wyjątkowy i oby trwał, oby go nikt ani nic nie zakłóciło.
Prawie mnie tu nie ma, a będę pewnie jeszcze rzadziej.
Ale podczytuję was moje kobitki i ściskam i pozdrawiam mocno.
Ech to by było coś kiedyś się tak spotkać wszystkie razem, stadnie :)
wtorek, 1 kwietnia 2014
A ja rosnę i rosnę :)))
O tak, w szerz, do przodu, na boki, w obwodzie i wszędzie gdzie się da.
I niestety nie da się tu zwalić wszystkiego na ciąże, hormony, zachcianki. Rosnę bo ŻREM!
Niestety, rozbestwiłam się piekielnie, więc już powoli zaczynam snuć plany dietetyczne na po.
Daję sobie rok na powrót do formy, która była całkiem niezła i wywalczona wieloma godzinami na basenie.
Plan był taki, że będę trzymać łagodna dietkę, dużo ćwiczyć i będę fit babeczka z brzuszkiem.
A tu czekoladki, ciasteczka, kanapeczki i mamy babeczkę baleronika z brzucholem :))) BBB
Ale to takie narzekanie żartobliwe bo wiadomo żem cała w skowronkach i uradowana i zniosę wszystko :)))
Suma sumarum remonty pokończone, nowy psiak śpi na moich stopach a mały kotłuje się w brzuchu.
Tak pięknie, strach się bać. Nie a dużo tego szczęścia.
No tak zjebka dla mnie za szukanie dziury w całym. Ściskam
I niestety nie da się tu zwalić wszystkiego na ciąże, hormony, zachcianki. Rosnę bo ŻREM!
Niestety, rozbestwiłam się piekielnie, więc już powoli zaczynam snuć plany dietetyczne na po.
Daję sobie rok na powrót do formy, która była całkiem niezła i wywalczona wieloma godzinami na basenie.
Plan był taki, że będę trzymać łagodna dietkę, dużo ćwiczyć i będę fit babeczka z brzuszkiem.
A tu czekoladki, ciasteczka, kanapeczki i mamy babeczkę baleronika z brzucholem :))) BBB
Ale to takie narzekanie żartobliwe bo wiadomo żem cała w skowronkach i uradowana i zniosę wszystko :)))
Suma sumarum remonty pokończone, nowy psiak śpi na moich stopach a mały kotłuje się w brzuchu.
Tak pięknie, strach się bać. Nie a dużo tego szczęścia.
No tak zjebka dla mnie za szukanie dziury w całym. Ściskam
piątek, 21 lutego 2014
Jest okej
Dzisiaj miałam badania, jest okej. Bardzo to dla mnie ważne szczególnie teraz.
Dla komfortu psychicznego, dla zdrowia mojego synusia, który rośnie sobie we mnie i ma się dobrze :)
Czas już chyba uwierzyć, że wszystko będzie dobrze, bo jest, bo musi, bo nie ma wyjścia.
Może po tym sinusoidalnym dołku czas na górki, pagórki, wyżyny - oby :)))
Jak już powiedziałam synuś... i kamień z serca, bo dziewczynki choć słodkie to jednak miałam myśli, żeby w przyszłości nie przechodziła przez to co mama. Żebym nie zniszczyła jej życia swoim paranoicznym lękiem.
No i takie tam zwykłe obawy.
A teraz czekamy, rozmyślamy jak to będzie, bawimy się z nim bo kopie coraz mocniej i wierzymy, że to nasz czas na szczęście.
No i ta wiosna, cudna po prostu. Dzisiaj na krzakach zauważyłam już bazie :)))
Dla komfortu psychicznego, dla zdrowia mojego synusia, który rośnie sobie we mnie i ma się dobrze :)
Czas już chyba uwierzyć, że wszystko będzie dobrze, bo jest, bo musi, bo nie ma wyjścia.
Może po tym sinusoidalnym dołku czas na górki, pagórki, wyżyny - oby :)))
Jak już powiedziałam synuś... i kamień z serca, bo dziewczynki choć słodkie to jednak miałam myśli, żeby w przyszłości nie przechodziła przez to co mama. Żebym nie zniszczyła jej życia swoim paranoicznym lękiem.
No i takie tam zwykłe obawy.
A teraz czekamy, rozmyślamy jak to będzie, bawimy się z nim bo kopie coraz mocniej i wierzymy, że to nasz czas na szczęście.
No i ta wiosna, cudna po prostu. Dzisiaj na krzakach zauważyłam już bazie :)))
wtorek, 28 stycznia 2014
:)))))
Rośniemy :) rosnę :) całe moje dietowanie szlak trafił i dobrze :)))
Dziś zjadłam górę przepysznego makaronu, a jaką miałam radochę żrąc go dosłownie :)
Pierwsze ruchy już za mną, omal się nie poryczałam :) coś do mnie pukało od środka :) Teraz wyczekuję ich co chwila, a przecież to nie takie hop siup.
Czas się również wybrać na badania kontrolne, a to już takie fajne nie jest. W przyszłym tygodniu chyba pójdę, muszę się zmobilizować.
Jeszcze raz bardzo dziękuje za tyle ciepłych słów, dzięki wam uwierzyłam, że zasługuję na to... już koniec bo w obecnym stanie łatwo o łzy :)
A teraz idem zrobić herbatkę i zasiadam przed m jak musztarda...papa
Dziś zjadłam górę przepysznego makaronu, a jaką miałam radochę żrąc go dosłownie :)
Pierwsze ruchy już za mną, omal się nie poryczałam :) coś do mnie pukało od środka :) Teraz wyczekuję ich co chwila, a przecież to nie takie hop siup.
Czas się również wybrać na badania kontrolne, a to już takie fajne nie jest. W przyszłym tygodniu chyba pójdę, muszę się zmobilizować.
Jeszcze raz bardzo dziękuje za tyle ciepłych słów, dzięki wam uwierzyłam, że zasługuję na to... już koniec bo w obecnym stanie łatwo o łzy :)
A teraz idem zrobić herbatkę i zasiadam przed m jak musztarda...papa
środa, 15 stycznia 2014
Fiku miku...
Nie wiem jak zacząć bo sama nie mogę w to uwierzyć. Jakie życie jest przewrotne, jakie zaskakujące.
Mnie zaskoczyło po raz drugi, tym razem pozytywnie...będę mamą :)))
Rozwija się we mnie mała istotka, mój ukochany dzidziuś, o którym nawet nie śniłam.
O którym bałam się marzyć. Jestem tak bardzo szczęśliwa :)))
Jest już całkiem spory ale dopiero teraz zdecydowałam się o tym napisać :)
Czy to nagroda od losu za to co przeszłam? dlaczego ja? tyle jest osób które zasłużyły na nią bardziej.
Wmawiam sobie, że to dobry znak, że czas już wrócić do normalnego życia. Teraz nie mogę już skupiać się tylko na sobie i swoich lękach. Mam dla kogo żyć :)))
Jestem taka szczęśliwa.
Obiecałam sobie, że przestanę się tak zamartwiać i ściągać na siebie złe myśli. A teraz mam się o kogo martwić żeby zdrowe było.
Ale będzie, na pewno.
Spełniło się moje ogromne pragnienie, przez chorobę odłożone gdzieś głęboko do szafy.
Czas rozpocząć nowy rozdział w życiu i uwierzyć...
p.s Grażynko odpisałam ci jakiś czas temu na maila. Odezwij się, wszystko u Ciebie ok?
Mnie zaskoczyło po raz drugi, tym razem pozytywnie...będę mamą :)))
Rozwija się we mnie mała istotka, mój ukochany dzidziuś, o którym nawet nie śniłam.
O którym bałam się marzyć. Jestem tak bardzo szczęśliwa :)))
Jest już całkiem spory ale dopiero teraz zdecydowałam się o tym napisać :)
Czy to nagroda od losu za to co przeszłam? dlaczego ja? tyle jest osób które zasłużyły na nią bardziej.
Wmawiam sobie, że to dobry znak, że czas już wrócić do normalnego życia. Teraz nie mogę już skupiać się tylko na sobie i swoich lękach. Mam dla kogo żyć :)))
Jestem taka szczęśliwa.
Obiecałam sobie, że przestanę się tak zamartwiać i ściągać na siebie złe myśli. A teraz mam się o kogo martwić żeby zdrowe było.
Ale będzie, na pewno.
Spełniło się moje ogromne pragnienie, przez chorobę odłożone gdzieś głęboko do szafy.
Czas rozpocząć nowy rozdział w życiu i uwierzyć...
p.s Grażynko odpisałam ci jakiś czas temu na maila. Odezwij się, wszystko u Ciebie ok?
czwartek, 21 listopada 2013
jest ok...
Wyniki są okej, a to oznacza spokojne święta. Ufff czy kiedyś przestanę się bać?
Czy kiedyś uwierzę, że mam szczęście?
Ostatnio zauważyłm u siebie wzmożoną skłonność do smutku i zadręczania sie z powodu bzdur.
Dodatkowo nie potrafię się cieszyć z drobnostek. To jakaś walka hormonalna w moim organizmie tak mi robi i zaraz przejdzie, a jak nie to ja już się o to postaram :)))
A więc święta spokojne, które wyprawiam u siebie, o jacie, ale się muszę postarać :)))
Przydałaby mi się Alex :)
Oczywiście nie wszystko robię sama, moja ukochana Babcia wesprze mnie w pierogach, zresztą nigdy nie przebiłabym jej cudowności.
Małż zrobi barszcz i karpia, ja wszystkie ciasta, susz, kapustę z grochem.
Kupiłam już przecudne ozdoby świąteczne, nie mogę doczekać się choinki, kolęd. Ach, ach, ach
Mam plan żeby te święta były superaste.
Czy ma ktoś do sprzedania jakiś super patent na ozdobę, smakołyk, cokolwiek?
Bez czego nie wyobrażacie sobie świąt?
Czy kiedyś uwierzę, że mam szczęście?
Ostatnio zauważyłm u siebie wzmożoną skłonność do smutku i zadręczania sie z powodu bzdur.
Dodatkowo nie potrafię się cieszyć z drobnostek. To jakaś walka hormonalna w moim organizmie tak mi robi i zaraz przejdzie, a jak nie to ja już się o to postaram :)))
A więc święta spokojne, które wyprawiam u siebie, o jacie, ale się muszę postarać :)))
Przydałaby mi się Alex :)
Oczywiście nie wszystko robię sama, moja ukochana Babcia wesprze mnie w pierogach, zresztą nigdy nie przebiłabym jej cudowności.
Małż zrobi barszcz i karpia, ja wszystkie ciasta, susz, kapustę z grochem.
Kupiłam już przecudne ozdoby świąteczne, nie mogę doczekać się choinki, kolęd. Ach, ach, ach
Mam plan żeby te święta były superaste.
Czy ma ktoś do sprzedania jakiś super patent na ozdobę, smakołyk, cokolwiek?
Bez czego nie wyobrażacie sobie świąt?
piątek, 15 listopada 2013
jestem...uf
Jestem i przepraszam wszystkich, którzy choć przez moment zaniepokoili się blogową ciszą oraz tych co zwyczajnie chcieli poczytać a tu nie było nic.
Otóż od dwóch miesięcy żyłam bez internetu, w środku budowlaej burzy, śpiąc na kartonach.
Próbowałam napisać coś przez komórkę ale hasło było nie takie itd.
Wracając do remontów, właściwie na spanie było mało czasu bo głównie czas spędzałam na drabinie o dziwo w japonkach :) tak mi było najwygodniej.
Do perfekcji opanowałam sztukę odcinania ścian od sufitu. Potem to co mi nakapało zdzierałam z gołego betonu, roniąc łzy nad moimi paznokciami :)
Ale jest juz w końcu go mamy, nasz ukochany malutki domek. Teraz sobie go dopieszczam, zamykając oczy gdy widzę jakąś niedoróbkę i tłumacząc sobie, że to nie jest najważniejsze.
O duzo mogłabym powiedzieć o naszych robotnikach, a właściwie o panach na których ja trafiłam.
Ogólnie bardzo mili, pomocni ludzie, ale nie śpieszy im sie w ogóle.
Jest to dosyć dziwne biorąc pod uwagę, że pracują jakby na akord.
Biorą kasę za robotę, nie za godziny. Pierwsze miejsce zajął Pan X, który na położenie 2, 3 kafli potrzebował dnia. I tak każdego dnia dochodziły 2, 3 kafle itd itd.
Przełknęłabym to tempo, gdyby nie ilość urąbanych i źle przyciętych kafli, a wiecie jaki pan miał na to sposób? Nakładał w tych miejscach silikon w kolorze kafli, jak pięciolatek który coś nabroił.
Drugie miejsce zajął Pan Y, który taczką nawoził do ogródka ziemie. Przychodził, wysypywał taczkę ziemi i rozglądał sie dookoła takim niewidzącym, rozmarzonym wzrokiem. Myslałam, że nam może ogródek planuje bo tak to wyglądało. Jednak po 5 minutach wracał po następna taczkę.
Zastanawialiśmy sie również czy jechać na wakacje bo przecież roboty, mnóstwo decyzji do podjęcia.
Jakież było nasze zdziwienie gdy po powrocie sytuacja nie uległa zmianie, bo Panu Z robota jakoś nie szła :)))
Itd, itd książke by tu pisać. No cóż nie stać cię na super fachowca to się męcz i użeraj :)
No i ogólnie tak wyglądało ostatnich kilka miesięcy. Nie rozwiedliśmy się a to podobno przy remontach i dekoracji wnętrz już duży sukces :)))
O innych sprawach nie chcę myśleć jakoś się od nich odcięłm ale jak wiadomo tak sie nie da.
Wrześniowe badania okej, a w poniedziałek kolejna kontrola. Nie myślimy. Całujemy :)))
Otóż od dwóch miesięcy żyłam bez internetu, w środku budowlaej burzy, śpiąc na kartonach.
Próbowałam napisać coś przez komórkę ale hasło było nie takie itd.
Wracając do remontów, właściwie na spanie było mało czasu bo głównie czas spędzałam na drabinie o dziwo w japonkach :) tak mi było najwygodniej.
Do perfekcji opanowałam sztukę odcinania ścian od sufitu. Potem to co mi nakapało zdzierałam z gołego betonu, roniąc łzy nad moimi paznokciami :)
Ale jest juz w końcu go mamy, nasz ukochany malutki domek. Teraz sobie go dopieszczam, zamykając oczy gdy widzę jakąś niedoróbkę i tłumacząc sobie, że to nie jest najważniejsze.
O duzo mogłabym powiedzieć o naszych robotnikach, a właściwie o panach na których ja trafiłam.
Ogólnie bardzo mili, pomocni ludzie, ale nie śpieszy im sie w ogóle.
Jest to dosyć dziwne biorąc pod uwagę, że pracują jakby na akord.
Biorą kasę za robotę, nie za godziny. Pierwsze miejsce zajął Pan X, który na położenie 2, 3 kafli potrzebował dnia. I tak każdego dnia dochodziły 2, 3 kafle itd itd.
Przełknęłabym to tempo, gdyby nie ilość urąbanych i źle przyciętych kafli, a wiecie jaki pan miał na to sposób? Nakładał w tych miejscach silikon w kolorze kafli, jak pięciolatek który coś nabroił.
Drugie miejsce zajął Pan Y, który taczką nawoził do ogródka ziemie. Przychodził, wysypywał taczkę ziemi i rozglądał sie dookoła takim niewidzącym, rozmarzonym wzrokiem. Myslałam, że nam może ogródek planuje bo tak to wyglądało. Jednak po 5 minutach wracał po następna taczkę.
Zastanawialiśmy sie również czy jechać na wakacje bo przecież roboty, mnóstwo decyzji do podjęcia.
Jakież było nasze zdziwienie gdy po powrocie sytuacja nie uległa zmianie, bo Panu Z robota jakoś nie szła :)))
Itd, itd książke by tu pisać. No cóż nie stać cię na super fachowca to się męcz i użeraj :)
No i ogólnie tak wyglądało ostatnich kilka miesięcy. Nie rozwiedliśmy się a to podobno przy remontach i dekoracji wnętrz już duży sukces :)))
O innych sprawach nie chcę myśleć jakoś się od nich odcięłm ale jak wiadomo tak sie nie da.
Wrześniowe badania okej, a w poniedziałek kolejna kontrola. Nie myślimy. Całujemy :)))
środa, 7 sierpnia 2013
Gorąco...
Gorąco jak cholera i nie trzeba o tym pisać bo wszyscy już wiedzą, czują, mają dość :)
W związku z tym:
- nic mi się nie chce
- o dziwo więcej żre
- w związku z powyższym nie chudnę
- czego konsekwencją jest 3kg do przodu
A potem to już leci, wściekła na siebie, że tak sie staram i walczę a potem zaprzepaszczam.
Czuję się jak opasła świnka, nie chcę mnie się zbytnio starać itd.
W związku z tym dzisiaj nastąpiła pełna mobilizacja i zakupiłam karnety basenowo, aerobikowe do tego przeproszę się z kijami, a pokłócę z lodówką.
Mój plan: zgubię szybko tą trójeczkę i pocisne jeszcze troszkę, wkręcę się na nowo żeby znowu byc z siebie dumna.
Powoli przymieżam sie również do badań kontrolnych, planuję je w drugiej połowie sierpnia.
Boję się jak zawsze, a jednak za każdym razem inaczej.
Czasami nawet myślę, że już jestem zdrowa, a potem karcę się za ten optymizm i tak w kółko, kółeczko.
Chłodów wam życzę, zimy, zamieci, przymrozków :)))
W związku z tym:
- nic mi się nie chce
- o dziwo więcej żre
- w związku z powyższym nie chudnę
- czego konsekwencją jest 3kg do przodu
A potem to już leci, wściekła na siebie, że tak sie staram i walczę a potem zaprzepaszczam.
Czuję się jak opasła świnka, nie chcę mnie się zbytnio starać itd.
W związku z tym dzisiaj nastąpiła pełna mobilizacja i zakupiłam karnety basenowo, aerobikowe do tego przeproszę się z kijami, a pokłócę z lodówką.
Mój plan: zgubię szybko tą trójeczkę i pocisne jeszcze troszkę, wkręcę się na nowo żeby znowu byc z siebie dumna.
Powoli przymieżam sie również do badań kontrolnych, planuję je w drugiej połowie sierpnia.
Boję się jak zawsze, a jednak za każdym razem inaczej.
Czasami nawet myślę, że już jestem zdrowa, a potem karcę się za ten optymizm i tak w kółko, kółeczko.
Chłodów wam życzę, zimy, zamieci, przymrozków :)))
środa, 31 lipca 2013
Było...minęło :(
No cóż w sumie dzięki temu, że wakacje są takie fajne to tak się na nie czeka i cieszy się z nich jak dziecko.
No i właśnie dlatego, że są takie fajne, to tak szybko mijają :((
Było cudnie, bosko, fajowo. Wybyczyłam się.
Oczywiście w między czasie miałam coś pod pachą, ostatnie pare dni znowu czułam coś w cycku.
A więc pełnego odpoczynku psychicznego nie dało rady zaznać, zaczynam sie do tego przyzwyczajać.
Te wakacje to była również walka o moje małżeństwo,która ciągle trwa.
Wierzę w wygraną, narazie chcemy walczyć razem. A po tylu latach czasami walczyć trzeba.
Nie wszystko jest takie kolorowe i łatwe jak kiedyś.
Nie ukrywam jednak, że kosztuje mnie to trochę stresu, a że z natury nie dam po sobie poznać i wykazuję się nadzwyczajną siłą i zadartym łbem, tom zmęczona jestem podwójnie :)
Ech te chłopy :))))
Czy wy również musicie pracować nad swoim związkiem, czy wolicie żyć obok siebie?
No i właśnie dlatego, że są takie fajne, to tak szybko mijają :((
Było cudnie, bosko, fajowo. Wybyczyłam się.
Oczywiście w między czasie miałam coś pod pachą, ostatnie pare dni znowu czułam coś w cycku.
A więc pełnego odpoczynku psychicznego nie dało rady zaznać, zaczynam sie do tego przyzwyczajać.
Te wakacje to była również walka o moje małżeństwo,która ciągle trwa.
Wierzę w wygraną, narazie chcemy walczyć razem. A po tylu latach czasami walczyć trzeba.
Nie wszystko jest takie kolorowe i łatwe jak kiedyś.
Nie ukrywam jednak, że kosztuje mnie to trochę stresu, a że z natury nie dam po sobie poznać i wykazuję się nadzwyczajną siłą i zadartym łbem, tom zmęczona jestem podwójnie :)
Ech te chłopy :))))
Czy wy również musicie pracować nad swoim związkiem, czy wolicie żyć obok siebie?
wtorek, 9 lipca 2013
Uciekam:)
Jestem wykończona. Remonty, praca, remonty, obi, castorama, obi itd
Końca nie widać.
Czasu pisać nie mam, bo i mam poczucie że nie ma o czym.
Siły już nie mam myśleć o raku, bać się.
Dla ciekawych ostatnio wymyśliłam sobie raka kolana, raka pachy, plecy też gdzieś tam były.
Jedna wielka schiza, a żyć jakoś z tym trzeba.
Po cichu czytam was wszystkich, czasem ryczę a czasem kibicuję, jeszcze innym razem sie nie zgadzam.
Ale zawsze ciepło myślę.
Jutro uciekam sie wakacjować, zostawiam za sobą wszystkie problemy.
Niech się dzieje co chce :)))))
Końca nie widać.
Czasu pisać nie mam, bo i mam poczucie że nie ma o czym.
Siły już nie mam myśleć o raku, bać się.
Dla ciekawych ostatnio wymyśliłam sobie raka kolana, raka pachy, plecy też gdzieś tam były.
Jedna wielka schiza, a żyć jakoś z tym trzeba.
Po cichu czytam was wszystkich, czasem ryczę a czasem kibicuję, jeszcze innym razem sie nie zgadzam.
Ale zawsze ciepło myślę.
Jutro uciekam sie wakacjować, zostawiam za sobą wszystkie problemy.
Niech się dzieje co chce :)))))
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Melduję...
Melduję, iż badania kontrolne przeszłam pomyślnie. Markery, usg brzucha okej.
Kamień z serca.
Siedząc dziś w poczekalni zauważyłam, że nie chce mi się już tam rzygać jak tylko wchodzę.
Rzygać dosłownie, ten zapach kojarzył mi się z chemią i długo potem nie mogłam się tego pozbyć.
Dzisiaj zapachu nie czułam, odruchów wymiotnych brak.
Śmieszne jest to, że nie rzygałam po chemii ale na myśl o niej. Pamiętam jak czerwony płyn spływał w przeźroczystej rurce a ja walczyałam ze swoim żołądkiem żeby nie narobić katastrofy.
W momencie wyjścia ze szpitala wszystko mijało.
Dziwne, bo wiele osób ten płyn traktuje jak zbawienie. No nic.
Druga sprawa, która mnie męczyła od dawna, choć dla niektórych może się wydać banalna. Czasem w pracy czy w momentach kiedy jestem przez kogoś ostro potraktowana, zastanawiam się po co byłam taka twarda. Czemu nie polazłam na roczne l4, czemu nie pozwoliłam innym mnie żałować, dogadzać. Czemu ukrywałam w pracy chorobę i zapieprzałam jak inni. Czasami dopada mnie taki żal, gorycz.
No i dziasiaj ktoś zapytał mnie czy się stresuję, drżąc ze strachu odpowiedziałam, że NIE.
Nagle łzy mi naszły do oczu i góla w gardle. W końcu zakumałam, że ta moc, która wtedy we mnie była, ten mur którym sie obudowałam... to wszystko chroniło mnie przed kompletną rozsypką.
Musiałam tak postępować, taka być (wredna, drąca się, opryskliwa - wiedzą to najbliżsi) bo to była moja tarcza ochronna. Gdybym wtedy przyznała się dalszym znajomym w pracy, byłoby pocieszanie, a ja mogłabym tego nie znieść, rozczuliłabym się.
Gdybym dzisiaj odpowiedziała TAK, BOJĘ SIĘ to te grochy cisnące się do mych oczu zalały by pół korytarza. Ta maska, daje mi siłę. Dziwne...
niedziela, 9 czerwca 2013
Pisać czy nie...
Ech jak ten czas leci, ostatni wpis miesiąc temu. Nawet nie wiem kiedy to zleciało.
Tyle teraz się dzieje, remonty zawładnęły naszym życiem. Właściwie moglibyśmy spać w którymś z tych budowlanych supermarketów.
Mam nadzieję, że to zaowocuje ślicznymi wnętrzami, z charakterem :)
A poza remontem praca. Jestem naprawdę wykończona.
I jakoś to wszystko odciąga mnie od pisania. Nie czuję, że mogłabym napisać coś mądrego.
Moją głowę zaprzątają ceny kafli, średnica rurki. Trochę to błache jak na bloga rakowo - miłosnego :)
No cóż brak natchnienia mnie dopadł i już. Ale będę się starć. U mnie dzisiaj słońce, w końcu słońce, a u was?
Chyba po załatwieniu kupna zlewu polecem się poopalać na łąki i może zeżrę lody?
O! mój plan na niedzielę :))) LODY!!!
Tyle teraz się dzieje, remonty zawładnęły naszym życiem. Właściwie moglibyśmy spać w którymś z tych budowlanych supermarketów.
Mam nadzieję, że to zaowocuje ślicznymi wnętrzami, z charakterem :)
A poza remontem praca. Jestem naprawdę wykończona.
I jakoś to wszystko odciąga mnie od pisania. Nie czuję, że mogłabym napisać coś mądrego.
Moją głowę zaprzątają ceny kafli, średnica rurki. Trochę to błache jak na bloga rakowo - miłosnego :)
No cóż brak natchnienia mnie dopadł i już. Ale będę się starć. U mnie dzisiaj słońce, w końcu słońce, a u was?
Chyba po załatwieniu kupna zlewu polecem się poopalać na łąki i może zeżrę lody?
O! mój plan na niedzielę :))) LODY!!!
niedziela, 12 maja 2013
Jestem
Jestem, jestem. Zarobiona, zestresowana.
Ciągle latam, załatwiam sprawy i powoli mam dość. W weekendy to bym tylko spała a właśnie to jest czas na załatwienie kolejnych spraw związanych np. z remontem.
A propo czy kuchenka indukcyjna faktycznie szkodzi, czy boimy się jej bo nie znamy? Tak jak kiedyś baliśmy się telefonów, a dziś każdy nawija przez nie godzinami.
Co sądzicie bo lada dzień czeka mnie zakup:)
Do tego wszystkiego nadal walcze z grubą dupą :) moją oczywizda.
No właśnie Rybeńka, Ostra i cała reszta, miałyście się meldować, która jako pierwsza zrzuci 5 kg :)))
Mi jeszcze trochę brakuje.
No i nie myślcie, że was nie czytam. Czytam, czytam, czasem płaczę, czasem się śmieję.
Z tyłu, za winklem ale jestem :)))
niedziela, 21 kwietnia 2013
Wiosna...
Cudnie robi się za oknem. Po tak cholernie długiej zimie ta wiosna wydaje się naprawdę wyjątkowa.
Snuję się po domu, w garze dogorywa zupa brokułowa. To moja pokuta za nocne wpieprzenie naleśnika z lodówki :)
Czekam z utęsknieniem na majówkę, planujemy kilka dni w gronie przyjaciół, grile, winko, na spokojnie.
Mam plan aby w trakcie tej majóweczki biegać codziennie po lesie.
Wiem, że nie będzie to łatwe ale... dam radę, zrobię, nie odpuszczę.
Jeszcze jedno wiosenne postanowienie-przestać się tak wkurzać, czepiać, irytować.
Czasami jestem po prostu straszna, wredna taka i wiecznie niezadowolona.
To nie pierwsze takie postanowienie z mojej strony ale cóż trzeba próbować. Żal mam do siebie, że nie umiem docenić, odpuścić. Taki już mój charakter. Nie bez powodu o tym piszę. Zżerają mnie wyrzuty sumienia bo wczoraj miałam baaarrrdzzzoooo zły dzień a moją ofiarą stał się mój M. Niestety.
No to dziś się kajam. A te baby :))
Snuję się po domu, w garze dogorywa zupa brokułowa. To moja pokuta za nocne wpieprzenie naleśnika z lodówki :)
Czekam z utęsknieniem na majówkę, planujemy kilka dni w gronie przyjaciół, grile, winko, na spokojnie.
Mam plan aby w trakcie tej majóweczki biegać codziennie po lesie.
Wiem, że nie będzie to łatwe ale... dam radę, zrobię, nie odpuszczę.
Jeszcze jedno wiosenne postanowienie-przestać się tak wkurzać, czepiać, irytować.
Czasami jestem po prostu straszna, wredna taka i wiecznie niezadowolona.
To nie pierwsze takie postanowienie z mojej strony ale cóż trzeba próbować. Żal mam do siebie, że nie umiem docenić, odpuścić. Taki już mój charakter. Nie bez powodu o tym piszę. Zżerają mnie wyrzuty sumienia bo wczoraj miałam baaarrrdzzzoooo zły dzień a moją ofiarą stał się mój M. Niestety.
No to dziś się kajam. A te baby :))
środa, 17 kwietnia 2013
Na głodzie :))
Dzisiaj nierakowo a dietetycznie.
Chwilowo odpoczywam od trudnych spraw i zaprzątam łeb bzdurami.
A więc wszystkie co się zapisały na akcję -5 meldować.
Co robicie, jakieś dobre rady?
Ja mam -2 (na początku szybko leci). Trzymam się i nie przekraczam 1200kcal.
Mam uczucie, że z tymi wspomagaczami chyba mi trochę łatwiej. Nie wykluczam również zjawiska placebo.
Mniejsza z tym, ważne że jest łatwiej.
A wy jak?
Chwilowo odpoczywam od trudnych spraw i zaprzątam łeb bzdurami.
A więc wszystkie co się zapisały na akcję -5 meldować.
Co robicie, jakieś dobre rady?
Ja mam -2 (na początku szybko leci). Trzymam się i nie przekraczam 1200kcal.
Mam uczucie, że z tymi wspomagaczami chyba mi trochę łatwiej. Nie wykluczam również zjawiska placebo.
Mniejsza z tym, ważne że jest łatwiej.
A wy jak?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)